Dotacji nie wydaje się na opłacanie wysokich kontraktów jednokrotnych reprezentantów Polski, tylko na szkolenie dzieci i młodzieży, która w przyszłości będzie ciągnąć klub do góry.

W dzisiejszych czasach wiele klubów nie jest w stanie funkcjonować bez odpowiedniego wsparcia finansowego ze strony samorządów. Pieniądze, które daje gmina, pozwalają między innymi na utrzymanie obiektu, wyremontowanie szatni, zakupienie sprzętu, a także opłacenie pensji sztabu szkoleniowego. Można je mądrze rozdysponować, na czym korzysta również sama gmina, bo to dzieci jej mieszkańców mają możliwość, żeby się rozwijać, a ponadto mogą oni aktywnie spędzić weekend na stadionie, obserwując rozgrywki ich drużyny. I kto te pieniądze ma, ten z nich korzysta. A kto nie ma, niestety musi oglądać plecy innych.

Ostatnio głośno było o występującej w III Lidze Raduni Stężyca, którą na łamach swojego felietonu wypunktował Krzysztof Stanowski. Być może dla wielu zabrzmi to idiotycznie, ale… myślę, że co do promowania gminy przez Radunię nie można się nie zgodzić. Przykładowo, kto wcześniej słyszał o takiej wsi jak Nieciecza? Poza jej mieszkańcami i paroma osobami z Tarnowa pewnie nikt. Dzięki Termalice miejsce to jest już znane w całym kraju. Podobnie w przypadku Stężycy – usłyszała o niej duża część kibiców w Polsce. Znamienne, że gdy ktoś powie np.: „Liverpool”, „Manchester” czy „Marsylia”, u wielu osób pierwsze, co przychodzi na myśl, to nazwy klubów piłkarskich, a nie miasta… Piłka nożna posiada ogromną siłę. Nie inaczej sytuacja wygląda w niższych ligach – tu też futbol wywiera duży wpływ na społeczeństwo. Co nie oznacza, że gmina ma opłacać wysokie kontrakty jednokrotnych reprezentantów kosztem pensji dla nauczycieli.

Model, że tak go określę, „stężycki” jest kompletnie pozbawiony sensu. Gmina powinna wspierać kluby, a nie nimi zarządzać. Wydawanie ogromnych sum na pensje dla graczy na tym poziomie rozgrywkowym po prostu psuje futbol. Nam nie jest potrzebny reprezentant Polski Kosznik – mamy „Baggio” z Konstancina. I chcielibyśmy, żeby takich chłopaków z tych okolic grało u nas jak najwięcej i na jak najwyższym poziomie. Marzy mi się, żeby w przyszłości kibice licznie przychodzili na mecze oglądać wychowanków, którzy walczą o czołowe lokaty w ligach wyższych niż okręgowa. Żeby Klub Sportowy Konstancin był nieodłączną częścią tego miasta. Do tego właśnie potrzebne jest wsparcie naszej gminy, żebyśmy razem mogli ją promować. Rozsądnie i z głową.

Jeśli jakaś gmina posiada duże możliwości finansowe, to moim zdaniem powinna jak najmocniej wspierać kluby, które ją reprezentują. Konstancin-Jeziorna z dnia na dzień się rozwija, co widać chociażby na przykładzie Parku Zdrojowego. Tych inwestycji jest mnóstwo i nikt nie może temu zaprzeczyć. Pytanie tylko, czy nie lepiej czasem byłoby pożałować trochę kwietników i docenić nieco bardziej najpopularniejszy sport na świecie.

Rafał Lipski