Warto postawić na człowieka, który nie kandyduje po to, żeby pobierać dietę radnego, przychodzić na komisje, zadawać głupie pytania i po 10 minutach mówić: „a teraz przepraszam, ale się spieszę”, tylko ma konkretny, możliwy do zrealizowania plan.

Już w najbliższą niedzielę w Polsce odbędą się wybory samorządowe. Przyznam szczerze, że dzień wyborów nigdy nie należał do moich ulubionych, zresztą cała ta otoczka również. Ludzie przy wejściu do metra wręczający mi ulotki z wizytówką kandydatów, chociaż nie jestem z Warszawy czy nagła sympatia i wyraźna troska o moje interesy osób, które normalnie nie odpowiedziałyby mi nawet na drobne „dzień dobry”, zdecydowanie nie poprawiają mi nastroju. Mimo to – niechętnie, bo niechętnie – ale swój obowiązek obywatelski wypełnić wypada. Tym razem jednak wiem, że na wybory iść trzeba nie tylko z tegoż właśnie obowiązku, ale przede wszystkim dlatego, że pojawiła się szansa, że konstanciński sport zostanie wreszcie doceniony.

Na wstępie zaznaczam, że nie chcę poruszać i analizować tutaj tego, co poszczególni kandydaci mają do zaproponowania w kwestii edukacji, transportu, rodziny itp. Nie zamierzam także debatować na temat polityki, ale sportu. Zajmuję się pisaniem o piłce nożnej, kibicuję Klubowi Sportowemu Konstancin, innym drużynom w naszej gminie też i przede wszystkim zależy mi właśnie na tym. Na tym, żebym mógł kiedyś zdobyć akredytację foto na trening reprezentacji Polski i zamiast jechać do Warki czy gdzieś indziej, przeszedł się pieszo. Bo Konstancin-Jeziorna ma ogromny potencjał, ale jak do tej pory niestety tego nie było widać.

Marzy mi się obiekt sportowy z prawdziwego zdarzenia, dzięki któremu weekendy nie kojarzyłyby się turystom wyłącznie z Parkiem Zdrojowym, ale i z trybunami. Spoglądam na pobliskie Piaseczno i zastanawiam się, dlaczego tam co chwila coś się tworzy, a u nas jest zastój. Być może brakuje woli, ciężko to stwierdzić. Widzę jednak, że są osoby, które mają jej bardzo wiele i są w stanie dokonać zmian.

Niestety nie będę mógł głosować na Łukasza Kamińskiego, ponieważ to nie mój okręg wyborczy, ale mam ogromną nadzieję, że zaufa mu każdy, komu zależy na sporcie w tej gminie. Prowadzenie klubu piłkarskiego to nie jest Football Manager – tu nie można wczytać gry, kiedy coś nie wyjdzie. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że mało kto w Konstancinie posiada taką wiedzę na temat sportu jak Łukasz. Zresztą nie tylko na ten temat, bo niejednokrotnie w rozmowach poruszaliśmy wiele innych kwestii i często miał ciekawe spostrzeżenia (np. dotyczące wydatków gminy). Człowiek, który nie kandyduje po to, żeby pobierać dietę radnego, przychodzić na komisje, zadawać głupie pytania i po 10 minutach mówić: „a teraz przepraszam, ale się spieszę”, tylko ma konkretny, możliwy do zrealizowania plan, z którego większość mieszkańców będzie zadowolona (bo przecież każdego się nie da zadowolić). Warto, a nawet trzeba stawiać na takich ludzi. I mówię to jako mieszkaniec Konstancina-Jeziorny, a nie media officer.