Najnowszy cykl na naszej stronie!

Na początek może kilka słów przedstawienia, ponieważ nie wszyscy muszą mnie kojarzyć – w Klubie Sportowym Konstancin pełnię rolę tak zwanego (tak zwanego głównie przez siebie) „media officera”. Na czym polega ta zaszczytna funkcja? Otóż zajmuję się pisaniem relacji z meczów, przeprowadzaniem wywiadów, robieniem zdjęć… memów itp. Jeśli ktoś uważa, że źle wyszedł na zdjęciach, to pretensje powinien kierować właśnie do mnie (chociaż ja i tak zawsze powiem, że to nie wina fotografa, tylko aparatu). Pod wpływem naszego prezesa postanowiłem wzbogacić naszą stronę internetową o drobny cykl felietonów, który ukazywałby się raz w tygodniu i odnosiłby się do codziennego funkcjonowania klubu. Felietonów na koncie mam bardzo wiele – okres współpracy z jednym z dosyć znanych portali piłkarskich, lata „KP Katowice” – także ciągnie wilka do lasu. Tytuł cyklu faktycznie zapożyczony od Weszło, aczkolwiek mam nadzieję, że chłopaki nie będą mieli mi tego za złe – przecież nasi ultrasi są już na takim etapie przyjaźni, że niedługo zaczną dziergać szaliki zgodowe.

***

Kończą się wakacje, a czuję, że dla niektórych dzieci się one nawet nie zaczęły. Mam na myśli wakacje od komputera. Z przykrością zauważam, że w dzisiejszych czasach boisk jest mnóstwo, ale nie ma kto na nich grać. Jeszcze 10-15 lat temu nie było takich udogodnień – w piłkę w Konstancinie grało się na tzw. „placyku” na Grapie, czyli betonowym placu z dwoma koszami otoczonym siatką. Na „murawie” potłuczone butelki, ale i tak spędzało się tam wiele czasu. Dzisiaj zaś orliki są na każdym kroku, tyle że osobiście nie widziałem, żeby na jakimkolwiek z nich grało więcej niż 5-6 dzieciaków. Bardzo się ucieszyłem na wieść, że nasi trenerzy codziennie będą prowadzić zajęcia na Grapie i Bielawskiej, to spory czynnik, który może zachęcić dziecko do aktywności. A przypomnijmy, że nierzadko nie ma kto go do tego zmotywować…

Niejednokrotnie byłem świadkiem, że rodzice zaniedbują tę istotną kwestię. Czy młody siedzi przed komputerem, czy biega po boisku – dużej części nie robi to żadnej różnicy. Tym samym rośnie nam, jak ja to nazywam, „pokolenie wściekłych ptaków” od nazwy jednej z gier. Duże słowa uznania dla rodziców, którzy trzy razy w tygodniu wożą dzieci na treningi, wspierają je dopingiem na meczach i uczą, że warto grać w piłkę. To wszystko zaprocentuje. Najważniejsze to mieć w sobie zapał, a tego niektórym na pewno nie brakuje.

Jeszcze za czasów liceum pamiętam sytuację, kiedy grając na w-fie z kolegami, dołączył do nas 5 lat młodszy chłopak. Śnieg, mokro, zimno – dla mnie idealne warunki do grania, dla niektórych niekoniecznie… Dosyć pulchny chłopaczek, posturą bliżej mu było do obecnego Ronaldo z Brazylii niż do CR7, ale mimo to przez pełną godzinę ostro zasuwał po boisku w kurtce zimowej. I jeśli miałbym wskazać kogoś, kto mógłby coś w przyszłości osiągnąć, to właśnie on byłby chyba jedną z pierwszych osób, które bym wytypował. Niesamowity charakter. Wracając do czasów licealnych, nie mogę nie wspomnieć o tym, że zdarzyło mi się grać przeciwko naszemu wczorajszemu rywalowi. Nie każdy wie, że trener Robert Podoliński jeszcze niedawno łączył pracę w Dolcanie Ząbki z funkcją nauczyciela wychowania fizycznego w LO w Piasecznie. I tak wypadło, że akurat mieliśmy zastępstwo. Gierka 6 na 6 – co zapamiętałem z tego pojedynku? Na pewno trzy siatki założone mi przez Podolińskiego i jego bramki z połowy boiska. W związku z tym wiedziałem, że mecz z Laurą nie będzie należał do najłatwiejszych. Tyle że nie od parady ja stoję poza boiskiem z aparatem, a koledzy kopią piłkę na boisku (choć nie byłbym też tak krytyczny wobec siebie – każdy trener KS-u potwierdzi, że w poprzeczkach nie mam sobie równych…).

***

A propos wczorajszego starcia… Pierwsza połowa – wyrównane spotkanie, sporo sytuacji z obu stron, ogromne zaangażowanie obu ekip. I po przerwie niestety wszystko poszło się… się popsuło. Szkoda chłopaków, bo naprawdę walczyli do końca, a w dwóch sytuacjach piłka minimalnie minęła prawy słupek bramki. Co nie zmienia faktu, że Laura wygrała w pełni zasłużenie i trzeba docenić klasę przeciwnika. Dla mnie też jeden wniosek na przyszłość – ostrożnie z wywiadami… Przy tej okazji od razu zapowiem, że następny będzie naprawdę mocny, a udzieli go niewątpliwie jedna z legend konstancińskiej piłki.