Tym razem przepytaliśmy szkoleniowca pierwszej drużyny Klubu Sportowego Konstancin. Pytania nie były proste, ale Michałowi Madeńskiemu udało się z nich wyjść obronną ręką, nawet nie wykorzystując przy tym „pomidora”. Zapraszamy do lektury!

Ogólnie to jestem nudziarzem.

Tak. Jestem nudziarzem na swój sposób, najlepiej odpoczywa mi się w domu. Nie po to urządza się dom, aby odpoczywać gdzieś indziej. Nie udaję przed światem kogoś innego, nie jestem pozerem. Jestem autentyczny, nie pajacuję.

Gdy wychodzimy gdzieś z drużyną, to zawsze wracam do domu pierwszy.

Zdecydowanie tak! Szanuję moją drużynę, od pierwszego dnia w pracy seniorów powiedziałem w szatni: ok, posiedzę z wami po meczu, do lokalu wyjdę na kolację, ale reszta wieczoru jest wasza. Trener musi być trenerem i musi siebie szanować – musi być zachowany dystans, mimo że różnica wieku jest niewielka, ale są też zawodnicy zdecydowanie ode mnie starsi, a tym bardziej z częścią z nich znam się prywatnie bardzo długo, to musiałem stworzyć dystans. Wyobraźmy sobie sytuację – trener na umór bawi się na imprezie z zawodnikami, a tydzień później ma zrobić odprawę w szatni… Znam takie przypadki, w 5 minut można stracić lata pracy nad autorytetem. Znam takich, co po imprezach spali u zawodników.

Wolny sobotni wieczór – żona ciągnie na elegancką kolację do restauracji, ale dopiero co kurier przyniósł najnowszego Football Managera. Wybieram kolację z żoną.

Tak. Jakiś czas temu widziałem mem – dyskusja małżeństwa na temat wyboru planu na wieczór. Żona chce na kolacje, mąż do kina. Mąż mówi: „pójdźmy na kompromis”, a następnie… idziemy na kolację 😉
Tak na poważnie, to akurat nie byłoby z tym problemu, aby zarwać wieczór na FM, żona jest wyrozumiała i akceptuje moją „zajawkę” na managera.

A propos Football Managera, to zawsze gram Legią Warszawa, a pierwszym zawodnikiem, którego kupuję, jest Kamil Szczepański.

Tak! Gdzie znajdę lepszego zawodnika na bok obrony? Jest najlepszy! J

Kiedyś poprowadzę Legię w życiu, a nie tylko w grze komputerowej.

Tak, to jest moje marzenie. Najbliższe mi osoby twierdzą, że jestem w czepku urodzony i wszystko, co robię, zamieniam w sukces. Wierzę, że życie potoczy się tak, że kiedyś tam się znajdę. W innej roli niż obecnie pracuję w APLW.

Najpierw jednak awansuję z Klubem Sportowym Konstancin minimum do III ligi.

Tak, to chyba największy sportowy niedosyt, jaki jest w naszym klubie. Zrobiliśmy krok w tył, czas zrobić krok do przodu i daj Boże kolejny.

Biorę na siebie odpowiedzialność za słaby początek sezonu.

Tak, zdecydowanie tak. Jestem trenerem tej drużyny. Odpowiadam za wyniki i rozwój moich podopiecznych. Biorę na siebie wyniki sportowe w tym sezonie. Osoby bliskie KSK znają mój warsztat i wiedzą, że robię wszystko najlepiej, jak potrafię, ja znam swoją wartość. Wiem, gdzie był popełniony błąd. Wyciągamy wnioski i pracujemy dalej.

Przed startem sezonu byliśmy za bardzo „napompowani” i niestety pierwsze porażki znacząco wpłynęły na morale zespołu.

Nie, akurat jako trener trafiłem do szatni, w której są bardzo inteligentni ludzie i znają swoją wartość, ale również są świadomi, jaka piłka potrafi być niewdzięczna. Znali pozycję, z której startują, pamiętają, w jakim stylu wygrywaliśmy wiosną. W okresie letnim skupiliśmy się na poprawie budowania akcji i konsekwentnie to staraliśmy się robić, a czego konsekwencją były kuriozalne bramki, które traciliśmy. Chcieliśmy zrobić dwa kroki w przód pod względem gry, a zostaliśmy sprowadzeni na ziemię za to. Po każdym meczu w tym sezonie robię analizę video i w porównaniu spotkań z Osuchowem a Przyszłością Włochy różnica podań, zagrań zdobywających czy strzałów była zdecydowanie lepsza z pierwszym zespołem o prawie drugie tyle.

Mateusz Kwiatkowski zagra kiedyś w Ekstraklasie.

Nie.

Kiedy przeczytałem komentarz Krzysztofa Stanowskiego na temat Kacpra Ciesielskiego, poczułem ogromną dumę. Chociaż żaden z niego „buraczek”…

Tak. Jestem dumny z tego, że ten dzieciak stawia pierwsze seniorskie kroki pod moim okiem. Uważam, że poczynił największe postępy ze wszystkich chłopaków, którzy u mnie zaczynali. Czy jest buraczkiem… Moim zdaniem nie, to dobry dzieciak z ogromnym potencjałem, ale nie można go przepompować. Niech stąpa twardo po ziemi, a będzie z niego pożytek.

Wprowadzanie młodzieży do drużyny jest bardzo ważne, ale bez takich postaci jak „Kaczmar”, „Baggio” czy „Rocky” nasz zespół wiele by stracił.

Tak. Potrzebny jest autorytet w drużynie. Od początku funkcjonowania drużyny idea jest taka, aby młodzi czerpali wzorce od doświadczonych zawodników. Nie chodzi tylko o aspekty piłkarskie, ale również życiowe. Nasi doświadczeni zawodnicy to nie są typowi „lanserzy” czy „piłkarzyki z Ligi Okręgowej”, ale głównie ludzie na poziomie i mogą mieć dobry wpływ na młodzieżowców.

Na meczu z Żyrardowem myślałem, że wyjdę ze stadionu po pierwszych 5 minutach.

Nie. Wyjść bym sam nie wyszedł, ale obawiałem się, że sędzia tego meczu wyprosi mnie na trybuny w 20 minucie. Zrobiłem dwa głębokie oddechy, bo wisi na mnie kara z wiosennego meczu. Zresztą ta sama osoba przyjechała tydzień później sędziować nam kolejny mecz i też swoimi decyzjami psuła mecz.

Wyniki w tym sezonie prezentują się bardzo słabo, ale atmosfera w drużynie jest wyjątkowa.

Tak! Jestem pewien, że gdyby nie silne charaktery w szatni to ¾ zawodników już by nie chciało tutaj grać. Otoczyłem się zawodnikami z bardzo  mocnymi charakterami i cierpliwie robiliśmy swoje, aby odwrócić sytuację. Wracając do atmosfery, jest wyjątkowa. Naprawdę, chłopaki to kozaki!

Chłopaki z KS-u są dla mnie jak rodzina. Często pomagam im także poza boiskiem.

Staram się być do ich dyspozycji. Jestem trenerem, a co za tym się kryje, muszę być przyjacielem, ojcem, czasem starszym bratem, ale również słuchaczem. Mogą na mnie liczyć i co by nie było, zawsze będę stał po ich stronie. Zresztą o to należy ich zapytać.

Olek Borowski w tym sezonie strzeli kilka pięknych bramek dla naszej ekipy.

Nie, Olek dla mnie zawsze będzie bramkarzem!

Wystawianie Piotra Barcikowskiego na boku obrony to niewykorzystywanie jego ofensywnego potencjału.

Tak, ale dopóki Paweł Kopera (obecnie trener bramkarzy) nie wróci na boisko, rola Piotra jest na boku na obrony. Nikt lepiej nie wznawia gry od Pawła i tylko ten bramkarz może rozkręcić „Badziunię” w pomocy. Tak na poważnie, Piotrek ma cechę, którą cenię u bocznego obrońcy, jest super w ofensywie i defensywie w pojedynkach 1 na 1, w ataku, ale i w bronieniu.

Na wiosnę bramka będzie najlepiej obstawioną pozycją.

Tak, zdecydowanie tak. Uważam, że obecna sytuacja była niedopuszczalna.

Jeśli będziemy borykać się z kontuzjami w rundzie wiosennej, to zakładam korki i wznawiam karierę piłkarską.

Nie, szanujmy się! Trener ma być trenerem. Nie róbmy głupot. Albo chcesz być szanowanym trenerem, albo pośmiewiskiem. Mamy szeroką kadrę, na każdy mecz jeździmy w komplecie kadrowym. Korki zakładam tylko rekreacyjnie z kolegami, już nie jak kiedyś co niedzielę, ale staram się co jakiś czas przyjść się poruszać i spotkać w dobrym towarzystwie.

Zostaję trenerem renomowanego polskiego klubu – pierwsze, co robię, to dzwonię do Tomka Trzewika, żeby zabrać go do swojej drużyny.

Oczywiście, że tak, lepszego kandydata na asystenta sobie nie wyobrażam.

Oczywiście w pakiecie z Pawłem Nawrockim.

Tak, bliźniaków nie można rozdzielić!

Z prezesem KS-u Łukaszem Kamińskim zawsze mogę porozmawiać o wszystkim.

Tak. Znamy się wiele lat i nie mamy przed sobą sekretów. Dużo rozmawiamy, konsultujemy wiele decyzji, ale również możemy otwarcie „wylać na siebie pomyje”, jeśli coś jest nie tak.

W tym sezonie ani przez moment nie myślałem o tym, żeby się wycofać, zostawić drużynę komuś innemu.

Tak. Bywały momenty zwątpienia w siebie, ale nigdy w drużynę. Zastanawiałem się, czy ktoś lepiej by tej drużyny nie poprowadził w trudnym momencie, ale teraz już kryzys za nami, wierzę, że ten koszmar już nigdy nie wróci!

Praca z dziećmi sprawia więcej frajdy niż z dorosłymi zawodnikami.

Tak, sprawia dużo frajdy. Dzieci są w 100% autentyczne. Nie ukryją emocji, łez. Nie potrafią tego i to jest dla mnie esencja mojej pracy. Tutaj w minutę musisz pocieszyć dziecko, drugiemu przybić piątkę, a trzeciemu zawiązać buta. Jedna minuta – trzy inne sytuacje.

Co prawda w rozgrywkach dzieci wynik nie jest najważniejszy, ale ja zawsze chcę wygrywać.

Tak, lubię wygrywać, mam na tym punkcie hopla. Lubię smak zwycięstwa, a jestem wyznawcą teorii, że lepszego nauczyciela niż rywalizacja nie ma.

Nawet w konkursie poprzeczek – jestem królem poprzeczek.

Tak, chyba tutaj nie pozostawiłem złudzeń.

Nie lubię krytyki.

Tak! Nienawidzę tego. Wręcz dostaję białej gorączki. Wkurza mnie strasznie, jak ktoś staje z boku i gada bardzo krytycznie na temat mojej pracy bądź innych spraw. Często myślę „stań człowieku na moim miejscu i zobacz, jak to wygląda, i zrób lepiej”.

Najlepszy zawodnik, który biegał po boisku w Konstancinie, to Mariusz Szewczyk.

Tak, ale będzie lepszy. Kacper Ciesielski.

Jeśli się nie utrzymamy w tym sezonie, to obejmę funkcję „greenkeepera” i przez równe 2 miesiące będę kosił trawę na stadionie w Oborach.

Tak, jeśli tak się stanie, dwa miesiące będę kosił trawę i zrzeknę się za tę pracę wynagrodzenia.

Nasze media klubowe wcale nie ustępują wiele najlepszym klubom w Polsce.

Tak, uważam, że od pewnego czasu to stoi na wysokim poziomie. Lokalnie – na Mazowszu w niższych ligach nikt do nas nawet nie podjeżdża.

Wieczorami, kiedy nikogo nie ma w klubie, łamię zakaz wiszący przy wejściu i przychodzę na stadion razem ze swoją bokserką, żeby się wybiegała.

Mam nadzieję, że nikt jeszcze nie zobaczył wykopanych dołków przez Bonnie! Tak na poważnie, to jeszcze nie miała okazji być stadionie Klubu Sportowego Konstancin, ale może pewnego dnia złamiemy zakaz i wpadniemy na boisko.

Rodzice w trakcie meczów często wywierają silną presję na swoje dziecko, co staram się zwalczać.

Tak, wkurza to strasznie i odbija się na dzieciach. Co potem niesie dalsze kroki, że dziecko gra fatalnie, zniechęca się do grania, a następnie… rodzic pyta, co się dzieje. Ja lubię, jak dziecko samo wybiera rozwiązanie w grze, jeśli 10 razy ma kopnąć na aut, ale za 11 razem zrozumie, że musi grę wznowić inaczej, to ok. Niech to zrobi, bo ten 11 raz będzie jego sukcesem i da mu satysfakcję, że sam odnalazł rozwiązanie.

Najlepszy wywiad, jakiego kiedykolwiek udzieliłem, przeprowadził nasz Media Officer.

Tak, uważam, że były przynajmniej dwa. Jak jeszcze nie pracowałeś w KSK.

Chyba nieco przytyłem w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

Nie, co ciekawe w wakacje waga mi sporo spadła, bo miałem dużo czasu dla siebie i mogłem trochę się po ruszać, więcej niż zwykle. Teraz tylko zostają poranne spacery i popołudniowy wypad na 20 minut na rower. Ciężko znaleźć czas na wszystko, ponieważ w ciągu tygodnia prowadzę 35-40 jednostek treningowych, a potem już brakuje sił na swoje sprawy.

Nigdy nie planowałem zostać piłkarzem – zawsze chciałem być trenerem.

Tak, potwierdzić to mogłaby moja pani od języka polskiego oraz była wychowawczyni w szóstej klasie. Wtedy w wypracowaniu o tym napisałem. Jestem przykładem osoby, która spełnia swoje marzenia, generalnie jestem cholernie uparty i dążę do celu. Często po trupach i wiele razy na przekór wszystkim. Lubię postawić na swoim, udowodnić innym swoją rację. Sprawia mi to satysfakcję.

Jestem bardzo zadowolony ze swojego życia i nic bym w nim nie zmienił.

Tak. Jestem szczęśliwym człowiekiem, ale kilka rzeczy bym zmienił, nie zaufałbym pewnym ludziom, którzy mnie zawiedli w życiu i z biegiem lat okazali się niewarci straconych chwil.