Nasi piłkarze ostatecznie wrócili z Warszawy bez punktów, choć były one w zasięgu.

W niedzielę 8 kwietnia na stadionie znajdującym się w warszawskiej dzielnicy Ursus odbyło się starcie ekipy rezerw miejscowego RKS-u z Klubem Sportowym Konstancin. Mimo że przez dużą część spotkania poziom był niezwykle wyrównany, górą byli gospodarze.

Siódmy w tabeli Ursus był zdeterminowany do tego, żeby wykorzystać atut własnego boiska i wyjść zwycięsko z tej rywalizacji. Zawodnicy, których z poziomu murawy obserwował trener pierwszego zespołu Ariel Jakubowski, od początku narzucili wysokie tempo gry. Piłkarze KS-u za to umiejętnie się bronili, a i stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji. Jedna z nich miała miejsce w końcówce pierwszej połowy, gdy sam na sam wychodził Hubert Skrzypek, który niestety nie zdołał opanować piłki. Pierwsze 45 minut zakończyło się bezbramkowym remisem.

Drugą odsłonę lepiej zaczął KS, aczkolwiek brakowało wykończenia akcji. Skuteczny był za to Ursus – po rzucie rożnym piłkę do siatki głową skierował Goździkowski. Kolejne gole padły tylko dla gospodarzy. W końcówce meczu obrona KS-u się posypała, co skrzętnie wykorzystali gracze Ursusa. Bramki strzelili Goździkowski i Dikof. Mecz mógł zakończyć się wyższą porażką, ale przy stanie 3:0 zawodnik z Warszawy uderzył w słupek.

Mimo niekorzystnego wyniku trzeba przyznać, że gra konstancinian wcale nie wyglądała tak źle. Na brak bramek z pewnością wpływ miała absencja Piotra Grzelki i Dominika Bartnika, którzy zdecydowanie wyróżniali się w poprzednich spotkaniach.