Legion rozbity przez KS

W spotkaniach barażowych o awans do IV ligi KS Konstancin nie miał litości dla swojego rywala z radomskiej ligi okręgowej. Najpierw pewnie odprawił Legion w Głowaczowie, a w rewanżu w Oborach z powodzeniem kontynuował ostrzał bramki przeciwników. Na szczególne uznanie zasługuje gra w barażach braci Prażuchów, którzy łącznie strzelili Legionowi pięć goli.

Pierwsze pół godziny gry w Głowaczowie nie wskazywało wcale, że będzie to aż tak łatwy dwumecz dla podopiecznych Macieja Wesołowskiego. Wynik otworzył jednak w 33. minucie Rafał Prażuch, a druga połowa była już grana pod dyktando gości. W 59. minucie do siatki trafił Patryk Kościanek, w 66. minucie ponownie Rafał Prażuch, a na pięć minut przed upływem regulaminowego czasu gry rywali dobił Kościanek. W tej sytuacji rewanż wydawał się już tylko formalnością.

Choć w ostatnią sobotę z początku padał rzęsisty deszcz i wydawało się, że popsuje on fetę w Oborach, to jednak wkrótce przejaśniło się i warunki do gry były zupełnie przyzwoite. Przewaga Konstancina nad rywalem w każdym elemencie gry w piłkę nie podlegała dyskusji. Dość powiedzieć, że przez całe spotkanie Legion oddał jeden i do tego niegroźny celny strzał na bramkę Cezarego Osucha. Podobnie jak w pierwszym meczu, przed zmianą stron padła jednak tylko jedna bramka. W 34. minucie Damian Oleksiak dośrodkował w pole karne, a Patryk Kościanek ładnym, sytuacyjnym wolejem dał prowadzenie gospodarzom. Chwilę później dwie znakomite okazje na podwyższenie wyniku miał Michał Prażuch, ale jego strzały głową nie znalazły drogi do siatki. Na kolejne gole trzeba było poczekać do drugiej połowy.

W 47. minucie ofensywnie usposobiony obrońca Michał Sodel zagrał w pole karne tak, że Michałowi Prażuchowi wystarczyło tylko dołożyć stopę i było 2:0. W 58. minucie Oleksiak odnalazł Prażucha, który mocnym uderzeniem pod poprzeczkę zdobył kolejnego gola w tym meczu. Konstancin nie zamierzał jednak zwalniać tempa. W 63. minucie Kościanek wycofał piłkę do Tomasza Dolińskiego, który ładnym uderzeniem po ziemi z linii pola karnego posłał piłkę w długi róg bramki. Na 5:0 podwyższył wynik Kościanek, który wykorzystał dobre podanie ze skrzydła od Mikołaja Rybaczuka. Prażuch polował jednak na hat-tricka i w 75. minucie huknął, po podaniu Sodela, prosto w poprzeczkę. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. W doliczonym czasie gry Prażuch zdobył fantastycznego gola z rzutu wolnego, trafiając w samo okienko bramki Legionu.

Zaraz potem sędzia gwizdnął po raz ostatni, a piłkarze KS mogli zacząć świętować, wraz z swoimi kibicami, upragniony awans, na który z całą pewnością sobie zasłużyli.

Maciej Wesołowski, trener KS Konstancin

Myślę, że pokazaliśmy klasę, zagraliśmy skutecznie, a przy okazji widowiskowo i pokazaliśmy swój styl, co cieszy. Zasłużyliśmy na to postawą w całym sezonie. Teraz nie pozostaje nic innego jak dalej grać o zwycięstwo w każdym kolejnym meczu, tym razem już w czwartej lidze. Nie będziemy faworytem tych rozgrywek, ale w każdym meczu będziemy walczyć o punkty. Drużyna wymaga kosmetycznych zmian i myślę, że sprawimy jeszcze niejedną niespodziankę.

Wierzyliśmy wszyscy w ten awans

Z Łukaszem Kamińskim, prezesem KS Konstancin, rozmawia Grzegorz Tylec.

To pana trzeci sezon jako prezesa klubu piłkarskiego i trzeci z kolei awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Jaka jest recepta na sukces przy zarządzaniu klubem piłkarskim?

 – Czy ja wiem czy istnieje taka recepta? Na pewno należy się otaczać odpowiednimi ludźmi, którzy chcą tak samo coś osiągnąć. Determinacja w dążeniu do celu to podstawa. Nie można się poddawać. Mieliśmy w tym sezonie taki moment, że większość już postawiła krzyżyk na naszym klubie, a mimo to zrobiliśmy awans i to w wielkim stylu. Chyba największy ze wszystkich moich dotychczasowych awansów. Wierzyliśmy wszyscy w ten awans, a to już jest połowa sukcesu. Jeśli w przyszłym roku zrobimy awans, to znaczy, że chyba rzeczywiście mamy na niego receptę.

Jaki był najtrudniejszy moment w sezonie dla klubu?

 – Prawdopodobnie każdy w naszym klubie podałby inny moment, aczkolwiek według mnie zdecydowanie najtrudniejszym momentem była końcówka rundy jesiennej. Przyszła wtedy dotkliwa porażka z Przyszłością Włochy, po której musieliśmy podjąć bardzo trudną decyzję o podziękowaniu Bartkowi Kobzie. Z perspektywy czasu okazało się, że ta decyzja była potrzebna. Następnie dwa remisy po 3:3 Maćka Wesołowskiego, które wydawało się, że odbierają nam szanse na awans. Niestety, w klubie wtedy nie panowała najlepsza atmosfera, było widać brak entuzjazmu i wiary. To był ten moment, który musieliśmy przezwyciężyć.

Jakie macie plany na przyszły sezon?

 – Wychodzimy na czwartoligowe boiska po zwycięstwo i awans. Mamy na tyle dobry zespół, że przy odpowiednich wzmocnieniach i prowadzeniu drużyny, jesteśmy w stanie to osiągnąć. Ja w to wierzę. Zarząd przygotował budżet na nowy sezon w ten sposób, że przy odpowiedniej pracy trenerów i zawodników możemy to osiągnąć.

Czy można spodziewać się wzmocnień drużyny?

 – Z całą pewnością będziemy musieli wzmocnić zespół, jeśli chcemy wygrać ligę. Czy uda nam się sprowadzić wartościowych piłkarzy, tego jeszcze nie wiem. Mamy kilku zawodników na oku, prowadzimy rozmowy, ale niestety często zawodnicy patrzą najpierw na aspekt finansowy, a nie sportowy. A my nie jesteśmy i nie będziemy Spartą Jazgarzew, jeśli chodzi o pieniądze. Preferujemy system premiowy. W połowie lipca będziemy znać już kilka nazwisk. Do klubu powinno trafić około pięciu zawodników.

Czy jest również szansa na inwestycje w infrastrukturę okołoklubową?

 – Jeśli chodzi o infrastrukturę okołoklubową, to musimy sobie radzić sami i własną pracą i pieniędzmi staramy się poprawiać obiekt. Na pewno będziemy starać się go rozwijać, ale to będzie następować bardzo powoli. Bez pomocy gminy w tej kwestii nie zrobimy zdecydowanego kroku naprzód. Choć mam nadzieję, że może gmina się obudzi po naszym awansie i zainteresuje się piłką nożną w Konstancinie.

Źródło: Kurier Południowy / Autor: Grzegorz Tylec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *