Musimy grać do jednej bramki, cz. 2

Jak wyglądały początki reaktywowanego RKS-u Mirków? Jak bardzo klub jest osamotniony w swoich działaniach? Jakie są plany drużyny na następny sezon? Odpowiedzi na te i inne pytania udzielił nam w drugiej części wywiadu prezes zarządu KS Konstancin – Łukasz Kamiński. Gorąco zapraszamy do czytania!

Jak na swój wiek masz bardzo duże doświadczenie. W 2009 założyłeś drużynę seniorów w Kosie Konstancin.
Po prostu z grupą kolegów chcieliśmy założyć drużynę. Przy pomocy Jana Grabskiego udaliśmy się do Romana Koseckiego porozmawiać o tym, żeby utworzyć tam seniorów. On wtedy nie chciał tego zrobić. Rok później znowu spróbowaliśmy, a Roman wyraził chęć i spróbowaliśmy to zrobić. Bardzo zaangażowany był pan Janek Grabski, który pełnił wtedy funkcję trenera w nowej drużynie. Zaczęliśmy od B Klasy i zbudowaliśmy naprawdę silny zespół, bo grało u nas nawet kilku zawodników trzecioligowych, którzy przyszli do nas wtedy z Mazura Karczew – Michał Słomski i Rafał Gołowicz. Wygrywaliśmy mecze po 10:0. Już na wiosnę była taka sytuacja, że niektóre drużyny do nas nie przyjeżdżały, ponieważ wolały otrzymać walkower 3:0 niż przegrać 10:0. Zespół był świetny jak na tamten okres. Awansowaliśmy do Klasy „A” i ogólnie to był fajny czas. Ja byłem dość młody, dopiero się tego uczyłem. Dużo rzeczy nie rozumiałem, nie wiedziałem, a niestety w piłce nożnej są potrzebne dobre kontakty z ludźmi, duże zrozumienie kwestii komunikacji, różnych charakterów. Po awansie nie było już nam po drodze i niestety każdy poszedł w swoją stronę, aczkolwiek uważam, że każdemu to wyszło na dobre. Myślę, że i tak samo drużynie Kosy Konstancin. W każdym bądź razie mieliśmy tam fajny zespół, grało dużo młodych chłopaków, wychowanków Kosy oraz paru doświadczonych zawodników, których udało nam się ściągnąć.

Pamiętasz mecz z Canal +?
Pamiętam ten mecz dokładnie. W pucharze Polski los nas skierował na Canal +. Bardzo fajna sprawa. Meczy był transmitowany w telewizji. Właściwie to chciałbym nawet dostać nagranie i obejrzeć go sobie raz jeszcze. Dlatego jeśli ktoś ma nagrany mecz, to bardzo bym prosił o kontakt. Pamiętam, że dużo kibiców przyszło na to spotkanie, sporo też moich znajomych. Ostatecznie wygraliśmy to starcie w drugiej połowie 3:1, a przegrywaliśmy 0:1. Dla wielu chłopaków na pewno to była fajna rzecz zagrać z tymi zawodnikami z Canal+. Tam znajdowało się wielu ciekawych piłkarzy. My mieliśmy wtedy jak na A Klasę świetny zespół i dużo niezłych zawodników, była świetna atmosfera, świetna drużyna. W drugiej połowie Janek Grabski wpuścił na boisko Adriana Okleja – on wtedy miał 16 lat, który pokazał kilka naprawdę fajnych dryblingów. Ciekawy piłkarz, bardzo dobrze się zapowiadał. Niestety gdzieś się pogubił i nie gra już w piłkę. Nawet w pewnym momencie, jak awansowaliśmy z KS-em Konstancin do IV Ligi, to go ściągnęliśmy do nas z Kosy na wypożyczenie, ale dostawał mało szans gry. Był nowym zawodnikiem i wiadomo, że takiemu zawsze trudniej wejść do zespołu tak od razu. Trzeba być cierpliwym i ciężko pracować, by tę szansę wywalczyć. Niestety zabrakło mu właśnie cierpliwości, wrócił do Kosy i tak się skończyło, że nie gra obecnie w piłkę, a szkoda, bo mógł trochę pokopać. Niestety zabrakło mu tej cierpliwości i przede wszystkim ciężkiej pracy. Tak się wielokrotnie dzieje, że chłopcy, którzy mają jakiś potencjał, potrafią coś tam kopnąć, niestety podążają złą drogą. Często się tak zdarza, a trzeba po prostu mieć silny charakter i walczyć.

Czy ktoś Ci pomagał na początku, miałeś jakichś lokalnych mentorów?
Powiem szczerze, że tak naprawdę dla mnie największym autorytetem w większości kwestii jest mój ojciec. Bardzo cenię jego zdanie, ale tak na samym początku, jak zaczynaliśmy, jak wchodziłem w całe środowisko, to myślę, że bardzo dużą rolę odegrał właśnie pan Janek Grabski, który mnie powoli wprowadzał. Może wiele osób związanych z lokalną piłką, w szczególności starszych, będzie się dziwić mojej odpowiedzi, bo niektórzy nie mają o nim dobrego zdania, ale dla mnie to jest osoba, która bardzo mi pomogła i która wzięła mnie pod swoje skrzydła. Wprowadziła we wszystko, pokazała, gdzie co i jak. Ja już potem sobie bardzo szybko sam radziłem, ale z panem Jankiem mam bardzo dobry kontakt, bardzo go szanuję, wielokrotnie rozmawiamy przez telefon i krótko mówiąc, gdyby nie jego pomoc, gdyby nie był tą iskrą przy tworzeniu seniorów Kosy, to możliwe, że nie zajmowałbym się piłką. W tamtym okresie czasu miałem też inne pasje, zdawałem na łódzką filmówkę i chciałem podążać w tamtym kierunku, a kiedy powstała Kosa, zrezygnowałem, odpuściłem i działam tutaj. To ogromna zasługa pana Janka.

Po Kosie Konstancin był RKS Mirków.
Sytuacja wyglądała tak, że po przerwie od piłki w Kosie postanowiliśmy po raz kolejny ze znajomymi założyć drużynę. Po rozmowach z panem Janem Grabskim stwierdziliśmy, że możemy reaktywować RKS Mirków już po raz kolekjny. Klub był już reaktywowany wcześniej przez pana Włodka Fabisiaka, ale też niestety długo chłopaki nie pograli. Byliśmy grupą osób chcących działać i coś zrobić, w ten sposób założyliśmy stowarzyszenie, wynajęliśmy boisko w Mirkowie od szkoły amerykańskiej, i założyliśmy drużynę. To było duże pospolite ruszenie, bo zorganizowaliśmy pierwszy trening, na którym pojawiło się co najmniej 40 osób związanych z piłką w Konstancinie. Różne osoby, wielu chłopaków z Gassów i tak między innymi Czarek Rosłonek, który grał wcześniej w Sparcie Jazgarzew, kilka osób związanych wcześniej z Mirkowem. Potem z czasem zaczęły się pojawiać kolejne osoby jak między innymi Czarek Osuch, który dołączył do nas gdzieś w okolicy września bądź października. Debiutował w pierwszym meczu pucharu Polski ze Spartą Jazgarzew, który przegraliśmy 7:1. Niestety, nie był to udany debiut Czarka, ale jak się okazuje, pierwsze koty za płoty. Trenerem naszej drużyny był wtedy Edward Brzeziński, który sezon wcześniej trenował GC Gassy i zajął z nimi trzecie miejsce w lidze – walcząc do samego końca o awans do Klasy „A”. Naszym chłopakom bardzo zależało na drużynie i awansie. W zespole grał między innymi też Czarek Kulczyk, który wcześniej występował chociażby w Skrze. Bardzo dobry zawodnik, typowy walczak na boisku, strzelał dużo bramek. Już po awansie dołączyli też bardziej znani zawodnicy jak Michał Siwik, wychowanek Polonii, który grał też we Francji, Mikołaj Rybaczuk, przyszedł wtedy też Michał Madej i Rafał Kowalczyk z Laury. Michał Madej strzelił około 40 bramek w tym sezonie Klasie „A”, a w jednym meczu z Orłem Baniocha aż 10. Wygraliśmy chyba 15:0. Michał był wtedy rzeczywiście w dobrej formie, ale też miał za sobą kolegów, którzy stwarzali mu sytuacje. W międzyczasie wraz z Maćkiem Wesołowskim i Michałem Madeńskim założyliśmy w klubie szkółkę. Początkowo to było bardzo amatorskie, ponieważ mieliśmy grupy wiekowe od 13-latka do 6-latka. Biegał duży z małym. Jednak powoli nasze „dziecko” się rozwijało – do poziomu takiego, jaki jest teraz. Zrobiliśmy w tamtym czasie po prostu kawał ogromnej roboty i włożyliśmy kawał serca w to wszystko, żeby to wyglądało tak, jak teraz. Niestety, tamta przygoda się skończyła. Trochę nie z naszych względów, tylko po prostu właściciele terenu – szkoła amerykańska z Kabat – wypowiedzieli nam umowę. Tam teraz nic się nie dzieje. Siano rośnie, gdyż budowa stanęła w miejscu około 2 lata temu. Nie mieliśmy, co zrobić. Tak naprawdę klubu mogłoby znowu nie być, mogło nas nie być w piłce, mogłoby nie być mnie, Michała Madeńskiego czy Maćka Wesołowskiego. Może i nawet Czarek Osuch nie grałby już w piłkę – ciężko powiedzieć. Trzeba było coś zrobić, ratować to, co już stworzyliśmy i z tego wynikło połączenie ze Skrą, z którego się bardzo cieszę. Wierzę, że wszyscy są zadowoleni z tego faktu, ponieważ zrobiliśmy coś na wyższym poziomie niż wcześniej. Szkoda byłoby zaprzepaścić to, co wtedy zrobiliśmy. Byliśmy przyparci do muru, bo albo połączylibyśmy się ze Skrą, albo byśmy nie grali w ogóle. Zostalibyśmy na ulicy, bez boiska.

Opowiesz co nieco o połączeniu RKS-u ze Skrą? Mam na myśli kwestie kadrowe.
Mieliśmy dwa zespoły i niełatwe zadanie do zrobienia. Skra była wtedy w okręgówce, gdzieś w środku tabeli i raczej miała problem ze składem. Łatała dziury, a my dopiero co zrobiliśmy awans z naprawdę ciekawymi zawodnikami. Awans osiągnęliśmy z trenerem Bartkiem Kobzą, który wcześniej trenował czwartoligowe zespoły, a zmienił Edka Brzezińskiego w połowie sezony w Klasie „A”. Także wybór trenera był łatwy. Z zespołem pozostał Kobza z tego względu, że on wcześniej już pracował w Skrze, tutaj wszyscy go znali i cieszył się dużym uznaniem jako solidny fachowiec. Co do zawodników, to nie mieliśmy jakiejś konkretnej strategii, tutaj Bartek częściowo sobie dobierał ludzi, których widział w drużynie – my rozmawialiśmy, czy chcą dołączyć czy nie. I potem wyszło tak, że większość z tych zawodników, co grała w KS Konstancin, to byli zawodnicy RKS-u Mirków i nowi, którzy przyszli już po połączeniu. Tak naprawdę ze Skry zawodników było wtedy może z trzech – na pewno Adrian Szewczyk i nie wiem, czy ktoś więcej. W każdym bądź razie nie było z tym żadnych problemów, wtedy chodziło nam o to, żeby byli jak najlepsi piłkarze i nie było jakichś ustaleń, że pięciu stąd, pięciu stamtąd.

Zawodnicy Ci ufają?
To jest pytanie raczej do nich, ale mam nadzieję, że tak. Wydaje mi się, że zawodnicy mają do mnie zaufanie, co wielokrotnie okazują. Ja ufam im tak samo.

Jakie są plany klubu na przyszłość?
Mamy za sobą sezon 2015/2016. Częściowo dla nas udany, a częściowo trochę nie. Wszyscy mieliśmy większe aspiracje, chcieliśmy awansować. To się nie udało, co nie zmienia faktu, że skończyliśmy sezon na trzecim miejscu i jest to najlepszy wynik – nie wiem, czy w historii Konstancina, ale na pewno z ostatnich 16 lat. Kiedyś Skra też zajęła trzecie miejsce w IV Lidze, tylko że z dorobkiem punktowym 47, jeśli dobrze pamiętam, a my zdobyliśmy ich 70. Widzimy ogromną różnicę punktową między tymi dwoma osiągnięciami. Praktycznie 8 zwycięstw więcej. Można by jeszcze sprawdzić w kronikach, jaki wynik miał RKS Mirków w tej lidze, ale na pewno z ostatnich 16 lat zrobiliśmy najlepszy wynik sportowy, za co należy pogratulować zawodnikom i trenerowi. Częściowo jesteśmy bardzo zadowoleni. Ja jestem usatysfakcjonowany, aczkolwiek jakiś mały niesmak pozostaje, bo wszyscy liczyliśmy na ten awans. Okazało się, że niestety transfery nie do końca nam wypaliły, nie wszystko poszło tak jak chcieliśmy. Jeśli chodzi o przyszłość, o kolejny sezon, to nasz cel się nie zmienił – chcemy awansować. Liga będzie dużo trudniejsza, tak się przynajmniej wydaje, ponieważ będzie 20 zespołów. Spada dużo klubów z trzecich lig, sporo zespołów radomskich i na pewno nie będzie to łatwe, żeby osiągnąć nawet taki wynik, jaki osiągnęliśmy w tym sezonie. Jednakże myślę, że ani ja, ani osoby ze mną współpracujące i tak samo trenerzy Mariusz czy Michał nie spoczniemy, dopóki tego awansu nie zrobimy. Na pewno musimy dokładnie przeanalizować to, co się wydarzyło w tym sezonie – jak straciliśmy naszą pozycję lidera i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Jednocześnie musimy stworzyć taki zespół, który w nowej czwartej lidze będzie w stanie walczyć i zwyciężać co mecz. A to nie tylko będzie wymagało lepszego przygotowania do sezonu, ale również z pewnością kilku wzmocnień na niektórych pozycjach, nad którymi pracujemy. Jeżeli ktoś przychodzi na nasze mecze, to mniej więcej widzi, gdzie mamy problemy. Głównym problemem na wiosnę, ale nie tylko, nawet na jesień mimo że strzelaliśmy dużo bramek, był atak, a właściwie jego brak. Brak napastników, którzy strzelaliby bramki. Takich, którzy przerastaliby tę ligę umiejętnościami i zapewniliby kilka punktów więcej. Niestety w takiej lidze główną rolę przy osiągnięciu wyróżniającego się wyniku odgrywa często napastnik. My niestety graliśmy cały sezon praktycznie bez napastnika. Mimo że mamy dobrych zawodników, zdobywaliśmy dużo punktów, ale niestety napastnik mógłby zagwarantować ich trochę więcej. Napastnik, który w tego typu ligach potrafi zapewnić kilkanaście bramek, co przekłada się na kilkanaście punktów, jest bezcenny. Jakby przejrzeć teraz nasze niższe ligi, to każdy zespół, który zrobił awans, ma co najmniej jednego konkretnego napastnika, i bez tego ani rusz. Na tym na pewno się skupimy, mamy jakąś własną listę życzeń, pracujemy nad tymi zawodnikami. Chcemy ściągnąć dwóch – trzech napastników, którzy będą w stanie zagwarantować nam kilkanaście bramek w sezonie i dadzą jakość na boisku. Nie bardzo chcę zdradzać nazwiska, ale będą to zawodnicy, którzy są znani w naszym okręgu i jak ktoś spojrzy w klasyfikację strzelców obecnego sezonu różnych lig, to oni są wysoko. Więcej niestety nie mogę zdradzić na dzień dzisiejszy. Tak samo wzmocnimy inne pozycje. W najbliższej przyszłości chcemy również, żeby nie tylko pierwszy zespół, ale i drugi powalczył o awans, a przynajmniej był w czubie. Będziemy stawiać na chłopców z rocznika 99, którzy zostaną przeniesieni do drugiej drużyny i oni mają stanowić dużą część zespołu plus kilku zawodników doświadczonych, którzy pomogą tym młodym chłopcom.

Czy jest coś, co Ci się nie podoba w klubie i chciałbyś to zmienić?
Ogólnie wszystko mi się podoba i nie mogę powiedzieć, że cokolwiek mi się nie odpowiada, bo to by źle o mnie świadczyło. Wszystko tu robimy sami, wspólnymi siłami i jak coś się robi samemu, a to dodatkowo sprawia jeszcze przyjemność, to trzeba się z tego cieszyć. Nie należy narzekać. Chociaż na pewno jest dużo spraw, które należy poprawić i które z dnia na dzień powolutku zresztą poprawiamy. Mam nadzieję, że klub będzie się rozwijać. Niestety jesteśmy osamotnieni w tym działaniu.

Czy w Konstancinie da się zrobić poważną piłkę?
Konstancin jest idealnym miejscem do tego, żeby zrobić poważną piłkę nawet na wyższym poziomie jak III Liga. Konstancin-Jeziorna to uzdrowisko, mogłaby powstać tutaj fajna baza treningowa, z której myślę, że chętnie korzystałyby klubu z Ekstraklasy na obozy lub zgrupowania. Jest tężnia, park, wszystko jest ładne, schludne, ale niestety sport i co go dotyczy kuleje. Sport w naszym mieście mógłby być na dużo wyższym poziomie, gdyby tylko władze gminy chciały, ale niestety nie chcą. I na dzień dzisiejszy ciężko jest to zmienić, bo nie da się zmienić toku myślenia niektórych osób. Musimy sobie radzić sami i robimy, co możemy.

Burmistrz zamierza wybudować małe boisko do siatkówki przy oczku wodnym. Nie drażni Cię takie działanie?
Jeśli chodzi o boisko do siatkówki, to jest już na Mirkowie, a nawet dwa – jedno przy orliku i drugie przy akwenie wodnym. I można by się przejść i zobaczyć, ile osób gra tam w siatkówkę oraz ile dzieciaków gra po ulicach w piłkę. Nie wiem, po co buduje się ciągle boiska do siatkówki. Znaczy ja rozumiem, że to też jest bardzo popularny sport. W Konstancinie działa bardzo fajnie zorganizowane stowarzyszenie pana Mirosława Kapitana, które prowadzi zajęcia siatkarskie dla chłopców i dziewczynek. Robi świetną pracę, ale też jest zdecydowanie wystarczająco już jest boisk do siatkówki, bo tylu chętnych nie ma, żeby grać w nią. Aczkolwiek panu Kapitanowi też z pewnością gmina nie bardzo pomaga i przydałaby mu się większa pomoc, bo siatkówka to jest sport, który można fajnie rozwinąć w naszym mieście. Jednakże buduje się jakieś małe boiska do siatkówki bądź małe tartanowe boiska do piłki nożnej jak chociażby na Bielawskiej, które tak naprawdę do niczego nie służą. One służą jedynie do tego, że czasem przyjdzie ktoś pokopać w piłkę i napije się piwa – niestety taka jest smutna prawda. Nie służą dzieciom i wychowaniu dzieci. Jeżeli buduje się takie boiska, to trzeba mieć plan na to, jak je zagospodarować, aby dzieciaki chciały tam przychodzić. Zresztą sam fakt, że to tartanowe boisko, to już jest dobra rekomendacja tego działania. Buduje się kolejne małe boisko nie trawiaste, nawet nie ze sztuczną trawą. Nie ma trawiastego gminnego boiska w Konstancinie, są jedynie prywatne. Nie ma gdzie w tą piłkę grać u nas w gminie. Nie ma pełnowymiarowego boiska oprócz naszego i Kosy, z którymi gmina nie ma nic wspólnego. I to jest idealne podsumowanie, ile znaczy piłka nożna dla zarządzających naszą gminą.

Myślisz, że da się to zmienić?
Ogólnie odpowiem tak: nie możemy za bardzo nic z tym zrobić na dzień dzisiejszy. Mimo naszych usilnych starań, żeby gmina chciała bardziej stawiać na sport, nie tylko na nasz klub i nie tylko na piłkę nożną, ale również na inne sporty, które osiągają fajne wyniki w Konstancinie. Siatkówka, Zryw Słomczyn, który ma wielu medalistów na mistrzostwach Europy, bo tak samo wsparcie dla tych działalności z naszej gminy jest bardzo małe. Niestety nikt się tym w ogóle nie interesuje, nikt tego głośno nie podnosi, co jest bardzo przykre. My jako klub w zeszłym roku, ja jako inicjator takiej akcji, zwołaliśmy wszystkie kluby sportowe z naszej gminy, podpisaliśmy dokumenty o zwiększenie dotacji na sport, zanieśliśmy do gminy i niestety odbiliśmy się jak od ściany, a tłumaczenie władz było bardzo mętne…. Co najmniej 10 klubów się włączyło – pływanie, siatkówka, piłka nożna, karate. Wiele różnych sportów. Na dzień dzisiejszy nic z tym nie zrobimy. Nie przetłumaczy się komuś, że sport promuje też miasto, a i nie tylko – także rozwija młodzież, rozwija prospołeczne zachowania u dzieci, u młodzieży tak samo. Oni zamiast siedzieć i pić piwo pod blokiem, mogą przyjść pograć w piłkę. Czy nawet jakieś działania dla starszych osób, które będą powodowały, że ludzie mają pozytywne zajęcie. My to im organizujemy, a to jest przecież zadanie gminy, od której żadnego dobrego słowa pod naszym adresem nigdy nie usłyszeliśmy. Nikt w gminie tego chyba nie rozumie – szkoda. Mam nadzieję, że nadejdzie taki czas, że będą takie osoby w naszej gminie, które to zrozumieją. Bo jeżeli my jako klub piłkarski w IV Lidze z wynikiem bardzo wysokim, o ile nie najlepszym w historii Konstancina, dostajemy dotację w granicach 50 tysięcy na cały klub, a Pogoń Grodzisk, która występuje w III Lidze i spada teraz do IV ligi, dostaje dotacje powyżej miliona złotych, to przecież są to jakieś niewyobrażalne sumy w porównaniu do nas. Ani nam, ani żadnemu innemu klubowi nie chodzi nawet o takie kwoty, tylko żeby to były sumy zbliżone do tych klubów z naszego poziomu, które dostają po 300-400 tysięcy. Nie tylko mówię o naszym KS-ie, ale tak samo o siatkówce, i innych sportach z gminy. Bez pieniędzy ciężko jest coś zrobić w sporcie. Na tym się nie da zarabiać, a to że funkcjonujemy tak, jak funkcjonujemy, czyli mógłbym powiedzieć, że jesteśmy największym klubem sportowym w Konstancinie, z największym zaangażowaniem i ogromnym zainteresowaniem, to zasługa tylko i wyłącznie prywatnych środków, które pozyskujemy, i które sponsorzy tutaj inwestują. Jeżeli na tym poziomie rozgrywkowym sponsor dotuje klub ponad 6 razy więcej, niż daje gmina, to chyba coś jest nie tak. W szczególności na takim poziomie, gdzie takie działanie ma przede wszystkim aspekt społeczny.

Czy burmistrz pojawił się kiedyś na meczu?
Niestety nigdy, pewnego czasu dostawał regularnie zaproszenia na mecze. Nie pojawiał się, dlatego jakiś czas temu zaprzestaliśmy składania oficjalnych zaproszeń. Jeżeli kogoś to nie interesuje, to nie ma co go na siłę ciągnąć. Ale mam nadzieję, że my jako sportowa część Konstancina będziemy potrafili się tak zorganizować, że w przyszłości zmienimy władze miasta, i poprawi się jakość sportu – ogólnie otoczka wokół niego. Też ewenementem jest, że nasza gmina nie posiada żadnego konkretnego obiektu sportowego. Wystarczy pojechać do Piaseczna, do Grodziska Mazowieckiego czy gdziekolwiek indziej, gdzie są naprawdę ładne gminne obiekty sportowe ze stadionem piłkarskim, basenem, halą… U nas niestety nie ma. Te obiekty, które należą do gminy Konstancin-Jeziorna, są porozrzucane po całym mieście, nie ma tu żadnej spójnej koncepcji i ogólnie jest to też na bardzo słabym poziomie – nie ma co się oszukiwać. Dlatego też jest to niesamowite, że w tym kierunku od kilku lat nic się nie dzieje, nie ma żadnych konkretnych planów, żeby pobudować obiekt sportowy z prawdziwego zdarzenia. Tylko się coś mówić w kółko, opowiada, buja w obłokach. Jeżeli jest gotowy projekt, to pół roku i mamy ładne obiekty sportowe. Tylko trzeba chcieć.

Na koniec pytanie z gatunku lekkich. Co prawda na boisku nie udało się w tym sezonie awansować, ale może wszedłeś do III Ligi z KS-em w grze Football Manager?
Niestety nie powiem nic, bo nie próbowałem. Nie gram w tę grę już parę lat. Nasz były trener drugiej drużyny – Paweł Milewski, grał KS-em Konstancin i awansował do trzeciej ligi, więc jemu się udało. Szkoda, że nam na boisku nie, ale może w przyszłym roku. Na pewno zrobimy wszystko, abyśmy awansowali. I myślę, że tym razem nikt nie odstawi nogi w żadnym momencie tego sezonu i damy radę zrobić awans.

Rozmawiał Rafał Lipski

Tagi: szkółka piłkarska kosa konstancin,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *