Staram się z każdego wycisnąć maksimum

W obszernym wywiadzie z trenerem KS-u Konstancin porozmawialiśmy między innymi o jego karierze, którą zniszczyły kontuzje, uczuciach towarzyszących objęciu pierwszej drużyny, a także żalu związanym z odejściem brata z klubu.

W tym roku skończysz 28 lat, nie słyszysz czasem, że jesteś za młody na bycie szkoleniowcem pierwszej drużyny?
Nie, raczej nie spotkałem się z tym, żeby ktoś tak mówił. Inaczej jest może za plecami… To wszystko zaczęło się właściwie dosyć dawno, bo pierwszy kurs instruktora sportu zrobiłem w 2008 albo w 2009 roku, nie pamiętam dokładnie daty. Następnie poszedłem na studia do Wyższej Szkoły Trenerów Sportu i tam zrobiłem specjalizację z piłki nożnej. Otrzymałem dyplom drugiej klasy trenera i teraz obecnie udało mi się dostać na kurs wyrównawczy UEFA A. Na razie skupiam się na pracy w KS-ie. Trzeba patrzeć na to, co jest teraz. Różnie bywa, więc nie patrzę daleko przed siebie.

Zanim objąłeś drużynę seniorów, trenowałeś rezerwy KS-u. Ze względu na słabe wyniki musiałeś odejść. Czy uważasz, że to była słuszna decyzja prezesa?
To był bardzo ciężki okres. Na początku wszystko było dobrze, później w drugiej rundzie zaczęliśmy przegrywać i nie szło nam za bardzo. Frekwencja na treningach też była słaba, ciężko było zmobilizować niektórych chłopaków, żeby na nie przychodzili. Takie są uroki drugich drużyn. I akurat wtedy prezes zrezygnował z tego, żebym trenował rezerwy. Na pewno chwilę to przeżywałem, ale jakoś doszedłem do siebie. Byłem na niego troszeczkę wściekły, ale wiadomo, to jest prezes klubu i on decyduje, tak samo zarząd. To w sumie pewnie była nie tylko jego decyzja, ale także zarządu. Chciał na pewno coś ruszyć, żeby więcej chłopaków po prostu w tej drugiej drużynie przychodziło. Ja już więcej nie mogłem dać z siebie.

Następnie zostałeś asystentem Macieja Wesołowskiego. Podobno nie mieliście najlepszych relacji.
To też młody trener, młodszy ode mnie o dwa lata. Mieliśmy koleżeńskie relacje, ponieważ z Maćkiem prowadziliśmy tutaj, jak jeszcze była Skra, jeden rocznik. W Mirkowie również współpracowaliśmy. Byliśmy na tych samych studiach. Właściwie to Maciek też mnie namawiał na te studia. Czasami może były między nami zgrzyty, ale raczej się kolegowaliśmy. Maciek jest taką osobą, która sama podejmuje decyzje. Ja starałem się doradzać mu, jak mogłem, ale nie wszystkie moje pomysły brał pod uwagę.

Po sześciu meczach, w których KS zanotował jedno zwycięstwo i pięć porażek, Wesołowski został zwolniony i niespodziewanie funkcję trenera powierzono Tobie. Co wtedy czułeś? Nie bałeś się podjąć wyzwania?
Przestraszony nie byłem, ale za to mega zaskoczony i ciężko to do mnie docierało, bo nie spodziewałem się czegoś takiego, tym bardziej, że wcześniej zwolniono mnie z drugiej drużyny. Nie miałem się czego bać, ponieważ znałem większość zespołu, byłem asystentem u Maćka. Ogólnie wcześniej chłopaków znałem też z boiska, bo sam grałem przeciwko nim, a z niektórymi nawet w jednej drużynie. Myślę, że zawodnicy dobrze mnie przyjęli, nie było żadnych problemów, że na początku mogło się niektórym nie podobać, że znowu młody trener, a nie doświadczony.

Kapitan Maciej Rybaczuk w jednym z wywiadów, gdy został zapytany o to, jakby porównał Was obu, odpowiedział, że Wesołowski preferował bardziej koleżeńskie układy, a Ty z kolei zachowujesz większy dystans do zawodników.
No tak, ja staram się patrzeć na wszystko z boku. Obserwować jest na pewno łatwiej niż jeżeli wchodzi się w takie relacje koleżeńskie z chłopakami, którzy grają, bo wtedy czasami można nie widzieć pewnych rzeczy. Staram się być zawsze obiektywny, a takie relacje koleżeńskie na pewno nie pomagają. Tak jak gdzieś się pójdzie na imprezę z zawodnikiem z drużyny albo często się z nim spotyka.

Bliżej Ci do spokojnego Waldemara Fornalika czy może raczej do agresywnego momentami Michała Probierza?
Szczerze mówiąc, ciężko mi się porównać, bo to są naprawdę bardzo dobrzy trenerzy, ale jeżeli chodzi o charakter, to myślę, że to jest taka mieszanka. Staram się tak jak w życiu być na ogół spokojny, aczkolwiek czasami w meczu udzielają się emocje i krzyk też się pojawia. Przykładem zdarzenie z meczu ze Spartą Jazgarzew, gdy Stasiek Nechyporenko pięć razy zgubił ochraniacze, to było strasznie frustrujące, irytują mnie takie sytuacje. Niekiedy na pewno też trzeba chłopaków do pionu przywołać. Marcin Oleksiak momentami za bardzo się denerwuje, on też przeżywa te mecze, jest takim charakternym zawodnikiem, któremu nie jest obojętne, czy wygrywa, czy przegrywa. Zawsze chce wygrywać. Czasem to idzie w złą stronę, bo dostaje niepotrzebnie kartki np. za dyskusje z sędziami. Z Mszczonowem ostatni mecz bardzo szybko się ułożył, bo w 30 minucie dostał czerwoną kartkę. Jak trzeba, to ich temperuję.

Obecnie trenujesz również juniorów. Z kim łatwiej się pracuje?
Obecnie trenuję rocznik 2006 i 2010. Prowadziłem rocznik 2007, ale żeby mieć troszeczkę więcej czasu, skupić się na pracy z seniorami, prezes postanowił podmienić grupy. Myślę, że też zależy od dnia, od treningu, ale ogólnie łatwiej chyba się pracuje z seniorami, a trudniej jest z dziećmi, ponieważ to jest duży ciężar, żeby te dzieci nauczyć po prostu grać w piłkę. Czy 6-latek może się czegoś nauczyć? To są bardziej zabawy, takie oswajające z piłką, przeważnie tak, żeby dzieci po prostu czerpały z tego radość oraz zachęciły się do grania w piłkę. Jest też dużo koordynacji. W czasie meczów za bramką grają najmłodsi. Większość tych chłopaków przychodzi z naszych drużyn juniorskich, rodzice zabierają ich na mecze. To też jest właśnie fajne, że te dzieci mogą przyjść popatrzeć i mają, można powiedzieć, swoich idoli. Zawsze się pytają o jakichś piłkarzy z pierwszej drużyny.

Porozmawiajmy o Twojej karierze piłkarskiej.
To nie była kariera, tylko granie… (śmiech).

Zaczynałeś w Mirkowie, potem była Skra. Następnie trafiłeś do Piaseczna i Warki. Jakbyś ocenił swoje osiągnięcia piłkarskie?
No… mizernie. Niektórzy mówią, że mogłem grać gdzieś tam troszeczkę wyżej, w sumie nie wiem, czego zabrakło. Przede wszystkim przeszkadzały kontuzje, bo jak nie jedna, to druga. Jak nie wybite zęby, to broda i szycie w szpitalu. W Warce bramka spadła mi na głowę, musiałem jechać do szpitala. Raz znosili mnie na noszach, skończyło się gipsem – więzadła w kostce. Drugi raz kolano i właśnie na kolanie skończyłem grać. Tutaj akurat wtedy pojawiła się możliwość trenowania drugiej drużyny, pewnie jak bym nie miał takiej możliwości, to jeszcze bym próbował wrócić do grania, a tak to postanowiłem szybko skończyć i zająć się trenerką. W Piasecznie też ciężko powiedzieć o graniu, bo to był jeden pełny mecz. Trener Kobza, z którym długo współpracowałem, zabierał mnie do różnych klubów i właśnie wziął mnie ze Skry do Piaseczna, akurat były ciężkie czasy tego Piaseczna – problemy finansowe. Ogólnie za cały rok praktycznie nie dostałem żadnych pieniędzy, grałem za darmo. Ale tak jak mówię, pierwszy mecz zagrałem z Hutnikiem, przegraliśmy. Na treningu doznałem kontuzji kostki po raz któryś i tak dopiero na samą końcówkę trener mnie wpuszczał po pięć minut, pamiętam, że jeszcze tam nawet z bólem wchodziłem, starałem się wrócić do tej gry. Później to Piaseczno właśnie się rozpadło, była likwidacja i trener Kobza zabrał nas chyba pięciu czy sześciu do Warki w zimę. Ale III liga bądź co bądź była, 90 minut w III lidze gdzieś tam jest.

Może będzie teraz – z KS Konstancin.
Zostało dziesięć spotkań do końca sezonu, gramy w każdym meczu po to, żeby wygrać, bo po to się gra. Tak naprawdę patrzymy teraz na każdy kolejny mecz, a nie gdzieś daleko przed siebie. Widząc zaangażowanie ludzi tutaj, którzy naprawdę się starają, żeby wszystko zrobić, by była ta trzecia liga, oceniam te nasze szanse na awans wysoko. Ale wiadomo, my nie jesteśmy sami w tej lidze, gdzieś tam przez całą rundę udało nam się fajnie zagrać, być liderem, teraz druga runda jest cięższa. Victoria cały czas nam depcze po piętach i Mszczonów, taki czarny koń rozgrywek, wyskoczył właśnie teraz. Odrobił do nas straty i jest jeden punkt przed nami. Z Dolcanem będzie komplet punktów. To też jest w sumie dla każdej drużyny taka, można powiedzieć, rozgrywka psychologiczna, bo wiadomo, że jak jest ten mecz z Dolcanem, to się ma dopisane trzy punkty, a te drużyny, które walczą z nami, nie mają ich, muszą wyjść na plac i zdobyć.

Czym byłaby III liga dla klubu, kibiców i całego Konstancina-Jeziorny?
Myślę, że to byłaby naprawdę duża sprawa, bo trzeciej ligi w Konstancinie jeszcze nie było. Chyba że za czasów Mirkowa, ale wtedy ja byłem za mały, nie przypominam sobie. Jak na takie miasto jak Konstancin, tak małe wsparcie burmistrza i gminy, która naprawdę nie pomaga, to myślę, że to byłoby coś wielkiego. Są bardzo małe dotacje i ciężar całego klubu spoczywa wyłącznie na prezesie oraz na sponsorach. Fajnie by było, gdyby Polonia czy ŁKS przyjechały do Obór, oczywiście jeżeli nie awansują wyżej. Widzew może wejdzie, także tutaj ciekawie by było. Ja zawsze wspominam, jeszcze jak grałem w Skrze, mecze z Radomiakiem. Przyjeżdżało dużo kibiców z Radomia, takie starcia zawsze są ciekawe.

Kto jest takim „motorem napędowym” drużyny, kto może dać tę trzecią ligę?
Myślę, że cała drużyna, nie chciałbym wyróżniać poszczególnych zawodników. Tamta runda pokazała, że to jest kolektyw. Przykładowo bramki rozkładały się praktycznie na cały zespół – i napastnicy, i pomocnicy, i obrońcy tak samo mieli dużo trafień. Wiadomo, jest bardzo młody zespół, mamy tak naprawdę kilku doświadczonych zawodników – Maciek Rybaczuk, kolejny jest Rafał Prażuch, Michał Sodel jeszcze, a reszta chłopaków jest naprawdę młoda, także oni też starają się, jak mogą pociągnąć. Jest duży potencjał i staram się z każdego wycisnąć maksimum.

A który z zawodników nadałby się do „Turbokozaka”?
Zależy, jakie konkurencje by brać pod uwagę. Jeśli chodzi o poprzeczki, to myślę, że na pewno bramkarz Czarek Osuch by się nadał. Ma ułożoną nogę, karne też bardzo dobrze strzela. Dobkowski ma dobrą technikę, aczkolwiek wydaje mi się, że on raczej nie w takich konkurencjach, ale bardziej na boisku pokazuje wartość. Myślę, że może Tomasz Doliński. Marcin Oleksiak też pewnie chętnie by brał udział w takich zawodach, bo on czy jego brat Damian tak samo, to chłopaki, którzy na pewno daliby radę. Jakieś tam poszczególne konkurencje czasami robiliśmy dla śmiechu.

Nie boicie się, że inne kluby, po dobrym sezonie, mogą Wam ukraść kilku piłkarzy?
Myślę, że nie mamy się czego bać, bo my staramy się być takim klubem, który właśnie przyciąga tych chłopaków, oni dobrze się tu czują, mają wypłaty, stypendia na czas, nie ma opóźnień jak w innych klubach. I już niejedno okienko przerabialiśmy, że właśnie ktoś się zgłaszał po chłopaków i stawało na tym, że zostawali na kolejną rundę, żeby nam pomóc.

Mógłbyś powiedzieć parę słów o ostatnich transferach?
Na pewno były to głośne transfery. Ciężko mi się wypowiedzieć na tę chwilę, gdzieś tam widać, że chłopaki jeszcze wchodzą do drużyny, że łapią ten nasz styl gry. Nie jest to tak do końca łatwe, jakby mogło się wydawać, ale myślę, że drużyna ich dobrze przyjęła, więc tutaj nie ma problemów. Wiadomo, oczekujemy od chłopaków bramek, ich na razie jest mało, więc na plus nie da rady tego ocenić, ale na minus też nie. Ja cały czas czekam aż odpalą, bo na pewno jest w nich potencjał, grali też wyżej, więc wiedzą, o co chodzi.

Zaglądasz czasem na boiska okręgówki w poszukiwaniu nowych twarzy do zespołu?
Tak, akurat mogę się w tej sprawie wypowiedzieć. Z prezesem jeździliśmy właśnie na mecze okręgówki, czwartej, trzeciej ligi. Podpatrywaliśmy chłopaków, później staraliśmy się zdobyć szybko gdzieś kontakt, bądź to przez innych chłopaków, którzy znali tych zawodników, bądź czasami przez Facebook – też tak próbowaliśmy i się to udawało. Czasami ktoś poleci kogoś i wtedy staramy się zadzwonić, podpytać, jak wygląda sytuacja, czy taki piłkarz byłby zainteresowany dołączeniem do naszego zespołu. Staramy się również wybadać go pod względem charakteru, ponieważ zależy nam na tym, żeby szatnia była po prostu zgrana i każdy w niej dobrze współpracował.

A może dobrym nabytkiem byłby będący w niezłej formie Adrian Szewczyk z MKS-u Piaseczno?
Ciężko mi powiedzieć, teraz akurat nie byłem na żadnym meczu. Wcześniej, jak brat grał w Skrze, to obserwowałem jego grę, cały czas byłem na bieżąco. Teraz mecze nam się pokrywają, więc nie mogę oglądać jego występów. Akurat graliśmy sparing z Piasecznem, Adrian wtedy dobrze sobie radził z nami, ale czy z nim by mi się dobrze współpracowało… Ciężko na pewno by było w jednej drużynie współpracować, bo już parę lat graliśmy razem i zawsze się mocno kłóciliśmy. Zawsze jeden starał się być lepszy od drugiego. Później Adrian odszedł z KS-u. Wtedy była tutaj awantura, takie twarde rozstanie można powiedzieć. Ja się za nim wstawiłem. To była jakaś sprawa między nim a prezesem, w sumie do tej pory nie wiem za bardzo, o co poszło. Wiem tylko, że było ostro i chyba do tej pory nawet się nie odzywają. Wiadomo, to mój brat. Ja ogólnie z bratem właśnie często się kłócę, nie możemy czasem złapać wspólnego języka, ale w tamtej sytuacji byłem twardo za bratem. Wstawiłem się, poszedłem na rozmowę do prezesa, próbowałem ugrać to, żeby został. Nie udało się, bo decyzja nie należała tylko do prezesa. Wtedy byli jeszcze ludzie ze Skry w zarządzie i działacze z Mirkowa. Trochę też mam żal do tych osób ze Skry, które nie wpłynęły na decyzję i też chyba, wydaje mi się, że w większości były za tym, żeby Adrian odszedł z klubu. Nie patrząc na to, co wcześniej dawał, ile czasu tutaj poświęcił, bo tak naprawdę my jesteśmy związani z Konstancinem od urodzenia. Zaczynaliśmy grać w Mirkowie jako dzieci, później ten klub rozwiązali, trener Grzegorz Borecki nas przeniósł do Skry. Brat później poszedł do Kosy, także cały czas w Konstancinie. I właśnie o to chodzi, żeby taki klub z Konstancina jak najwięcej przygarniał tych chłopaków stąd, a nie cały czas sprowadzał piłkarzy spoza rejonu. Nie mogę powiedzieć, że prezes nie próbował ściągać chłopaków, bo jest paru z Konstancina, którzy dostali tutaj szansę, ale też nie do końca ją wykorzystali tak jak np. Mariusz Rosa – chłopak z dużym potencjałem, talentem, w KS-ie za uszy był ciągany, żeby grał, a gdzieś tam też wybrał trochę inną drogę.

Rozmawiał Rafał Lipski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *