Wykonaliśmy kawał dobrej roboty

Koordynator akademii piłkarskiej KS-u Michał Madeński opowiedział nam o sukcesach swoich podopiecznych, wizycie w Alicante, „Tonim” z Korony Kielce oraz relacjach z rodzicami dzieci trenujących w klubie. Zapraszamy do lektury!

Dosyć szybko postanowiłeś zakończyć swoją karierę piłkarską. Zabrakło umiejętności czy po prostu wolałeś skupić się na trenowaniu młodzieży?
W seniorskiej piłce grałem w Amigosie Warszawa i w RKS Mirków. Wcześniej jeszcze miałem przygodę z ligą akademicką, gdzie przez półtora roku byłem kapitanem na uczelni Łazarskiego. Nigdy nie miałem jakiegoś wielkiego talentu piłkarskiego, często było tak, że bardziej głowa chciała niż umiejętności pozwalały, dlatego w pewnym momencie, gdy już pracowałem z prezesem, mając jeden rocznik i grając w RKS-ie, doszedłem do wniosku, że lepiej skupić się na tym, co bardziej mi wychodzi – na trenowaniu młodzieży i też naszych nowych młodych zawodników. Trenerka interesowała mnie od samego początku. Zawsze bliżej mi było, nawet jak grałem w piłkę, do trenowania niż do samego grania. Bardziej mi to potem wyszło na zdrowie. Jakieś tam marzenia z dzieciństwa się spełniły, nie piłkarskie, ale bardziej trenerskie. Wiadomo, celem każdego trenera jest objęcie drużyny seniorów, tak samo moim marzeniem jest w przyszłości prowadzić drużynę seniorów. Mam teraz możliwość pracy z chłopakami, którzy już są na etapie seniorskim, wiekowo i mentalnie. I uważam, że na pewno chciałbym swoich sił spróbować w seniorach.

Kiedy pierwszy raz objąłeś juniorów?
To było tak naprawdę w pierwszym roku działania klubu RKS Mirków. Łukasz, prezes klubu, zaproponował mi właśnie współpracę z trenerem Maćkiem Wesołowskim, żebyśmy razem stworzyli akademię od podstaw i zbudowali coś fajnego w Konstancinie. Co wtedy czułem? Ogromne podekscytowanie, od samego początku sprawiało mi to ogromną radość, bo to praca z ludźmi. Każde dziecko, każdy zawodnik jest inny, każdy ma swój charakter, cechy. To jest naprawdę fajna rzecz, pracuje się z dziećmi, które są szczere, pokazują emocje na co dzień każdemu z nas, to bardzo motywuje i od początku napędzało. Rozwój tych dzieciaków oraz poznanie ich i prowadzenie w ścieżce kariery.

Na co kładziesz największy nacisk podczas treningów?
Jak prowadziłem młodsze roczniki, gdzie to były dzieci w wieku przedszkolnym, to główny nacisk stawiało się na dobrą zabawę. Dzieci miały się dobrze bawić, uczyć się przy okazji i czerpać z tego przyjemność, żeby napędzały się dalej i się rozwijały. Aktualnie prowadzę kategorię wiekową U-17, gdzie już jest większy nacisk na profesjonalizm. Młodzież jest ukierunkowana, tu już staram się prowadzić zajęcia bardziej profesjonalnie pod kątem taktycznym czy też pracą nad techniką i motoryką, co jest dla nich bardzo ważne.

Opowiedz o sukcesach swoich podopiecznych.
Rocznik, który trenuję, gra w pierwszej lidze okręgowej, więc awans sam w sobie do tej ligi to jest duże osiągnięcie. Jak ich obejmowałem, jak tworzyliśmy rocznik, ci chłopcy mieli wtedy już po 14 lat mniej więcej, w różnych klubach to są już ukształtowane drużyny. Dużym sukcesem było, że oni sami w sobie się zebrali, ale drugim takim ważnym czynnikiem było to, że potrafili jako zespół awansować do klasy wyżej i na tym poziomie prezentują się naprawdę korzystnie, bo aktualnie mamy trzecie miejsce w lidze, mając za rywali drużyny typu Warszawska Akademia Piłki Nożnej czy LKS Chlebnia, gdzie to są naprawdę bardzo dobre zespoły. Z rocznikiem 2006 wygraliśmy Delta Cup. To był super okres mojej pracy z tymi dziećmi, ponieważ udało się stworzyć fajną grupę. Co też ważne, była bardzo dobra relacja dzieci-trener, ale i także rodzice. Tam była ogromna współpraca i z tego tytułu wielu chłopców do tej pory jest u nas w akademii, a jeden chłopak Norweg Adrian Kvamsdal wyjechał do Holandii, i teraz gra w szkółce Ajaxu Amsterdam. Spory sukces, mam nadzieję, że jemu się ułoży życie, ponieważ to jest wielki talent.

Którzy zawodnicy są najbardziej utalentowani?
Z moich podopiecznych Mateusz Kwiatkowski, który trenuje z pierwszą drużyną. Ostatnio nawet takim drobnym sukcesem było to, że znalazł się w osiemnastce meczowej na mecz z Szydłowcem. Generalnie gra w II drużynie, ale uważam, że treningi z seniorami dają mu naprawdę bardzo dużo. Drugi zawodnik to Przemek Kanabus, środkowy obrońca, który też już miał epizody w drużynie seniorów naszego drugiego zespołu, w głównej mierze grał w pucharze Polski, ale ostatnio zagrał w derbach z Piasecznem, wszedł na 10 czy 15 minut na boisko. Kolejnym dużym talentem, mimo tego, że teraz ma kontuzję, jest Kornel Sienkiewicz. Świetny zawodnik, utalentowany, bardzo silny, szybki i jak wróci, to, moim zdaniem, również ma szansę na trenowanie z drużyną seniorów.

Działasz czasem jako skaut – polecasz do klubu juniorów czy też trenerów do akademii, nawiązujesz kontakty?
Ostatnio mieliśmy taką sytuację z jednym trenerem, który teraz dołączył do naszego sztabu. Daniel Miesiak był w Orle Baniocha, sam kilkukrotnie go widziałem z boku. Obserwowałem go, patrzyłem, jak się zachowuje, jakim jest trenerem, jakie ma podejście do zawodu. Udało mi się wyłowić jego pomysł, po czym podsunąłem go prezesowi, że warto by się z tym trenerem spotkać i nawiązać współpracę. Uważam to za duży sukces, ponieważ jest to bardzo dobry szkoleniowiec i przyszłościowy dla naszej akademii. Zawodnicy? Zdarzało się. Powiem szczerze, że osobiście do swojego rocznika udało mi się wytransferować z Laury Chylice kilku chłopaków. Niejednokrotnie obserwowałem, jeżdżąc na turnieje międzyszkolne, starając się tych chłopaków do nas zachęcić i przekazać tę filozofię naszego klubu, ukierunkować ich, że warto u nas spróbować swoich sił, że to przynosi korzyści. Efektem tego jest też Mateusz Kwiatkowski, którego udało mi się, w jakimś stopniu, z polecenia do nas namówić i jak widać się opłacało.

Jak wyglądają Twoje relacje z rodzicami zawodników? Bywają trudne?
Są problemy. Wiadomo, jak w każdym zawodzie, niejednokrotnie spotkałem się z negatywnymi emocjami wśród rodziców. Czasem byli impulsywni, czasem mieli błahe problemy, ale co dzień się z takimi problemami spotykam i staram się nad tym pracować, bo taka jest moja rola w akademii jako koordynatora – pomaganie trenerom. Muszę czasem trochę z tylnego siedzenia wyskoczyć i pomóc chłopakom w problemach życia codziennego każdego rocznika. Są tacy rodzice, którzy uważają się za trenerów, bo obserwowali kilka meczów, kilka treningów i myślą, że wszystko wiedzą. Były takie sytuacje, że przychodzili rodzice z pytaniami: „czemu mój syn gra na tej pozycji, a nie na innej, bo on jest dobrym piłkarzem i on wszystko umie, i byłby najlepszy na tej pozycji”. Ale trzeba mieć swoje zdanie, ja generalnie jestem ukształtowany na swój pomysł i staram się go realizować w pełni, bez presji rodziców. Staram się to po prostu, może nie tyle co ignorować, zawsze ich wysłucham i jakieś tam wnioski swoje wyciągnę, ale staram się swój cel realizować.

Opisałbyś obozy piłkarskie, które organizujecie?
Świetne przeżycia. Organizujemy obozy tak naprawdę od początku. Pierwsze obozy w Mławie, potem Gostynin, przez Bydgoszcz, Kielce płynące. Naszym głównym celem wyjazdu na obóz od początku było to, żeby dzieciaki dobrze go wspominały, żeby miały fajnie zorganizowany czas, dużo się wybawiły, żeby było wesoło, również pomiędzy dzieciakami. To jest najważniejsze, ale co jest bardzo istotne, na obozach staramy się utrzymywać przez cały czas fajną atmosferę między trenerami, co potem się przekłada na dzieciaki. Jak trenerzy fajnie ze sobą współpracują, to też ma wpływ na dzieci. Za fajną przygodę uważam wyjazd na ostatni nasz obóz letni do Kielc. Byłem z grupą U-13, U-12 i podczas tego obozu mieliśmy możliwość obejrzenia meczu Korony Kielce z wysokości trybun, a następnie spotkania z piłkarzami. Był Marcin Cebula i Kamil Sylwestrzak. Uważam, że dzieciaki naprawdę świetnie się bawiły. Mieliśmy umówione spotkanie z nimi tylko na 40 minut, po czym ono się przedłużyło. Półtorej godziny spędziliśmy z piłkarzami, gdzie dzieci zadawały milion pytań, potem zdjęcia, autografy. Uważam, że takie wspomnienia są dla dzieciaków naprawdę budujące.

Byłeś na stażu w Herculesie Alicante oraz w Legii Warszawa. Na kim wzorujesz się jako trener? Model hiszpański czy bardziej nasze krajowe podwórko?
Model sam w sobie to jest trudne pojęcie, ponieważ musimy pracować na innych płaszczyznach. To są w ogóle inne style pracy, inne podejścia. Bardziej mi się podobało w Hiszpanii podejście ogólnie do piłki nożnej, tam ludzie się cieszyli tym, dzieci przychodziły bardzo zmotywowane. Dzieci już są czasem nawet godzinę przed treningami na zajęciach, to czego niekiedy u nas brakuje, traktujemy to u nas bardziej jako taką rekreację. Tam już jest troszkę inaczej, te dzieciaki są bardziej ukierunkowane na to. Na kim się wzoruję? Moim „mentorem” trenerskim jest Jacek Magiera. Z tego tytułu, że mogłem z bliska zobaczyć jego pracę przez dłuższy okres czasu, bo w Legii na stażu u trenera Jacka byłem przez prawie 3 miesiące. Zobaczyłem szatnię od środka, zobaczyłem jak to wygląda, jak pracuje sztab trenerski, jakie jest podejście trenera, co uważam za wzorowe i myślę, że bardzo dużo dała mi możliwość spędzenia z nim czasu. Nauczyłem się bardzo wiele, ale wiadomo, ja osobiście wolę pojechać, zobaczyć, ale nie kopiować, tylko po prostu wyciągać z tego wnioski, robić coś po swojemu. Zobaczymy za jakiś czas czy dobrze, czy źle.

Jakie wrażenia po stażu w Alicante?
Porównując do warunków, jakie tam panują, pod samym kątem infrastruktury, to jesteśmy jako Polska kilka lat wstecz. Sam fakt podejścia zawodników do swoich obowiązków piłkarskich jest zupełnie inny. Oni się bardzo integrują, to jest chyba najważniejszy punkt, że w Hiszpanii się trochę bardziej nastawiają na dobrą atmosferę między zawodnikami czy też sztabem, co mieliśmy przyjemność zobaczyć. Jednego wieczoru zawodnicy szli wszyscy razem na miasto – nie imprezować, nie pić, ale przejść się na kolację itd. Wszyscy, tam nie było tak, że szło pięciu tutaj, a pięciu tam. To, czego mi się wydaje, często brakuje u nas w Polsce, to integracji. Jeśli chodzi o boiska itp. – inny świat. Będąc na obiekcie treningowym, patrząc na boisko, wiadomo inna pogoda, inne warunki atmosferyczne tam panują, ale pod kątem infrastruktury jest tam wysoka półka, mimo tego, że jest to trzecia liga. My, będąc nawet przez tydzień czasu, co jest moim zdaniem krótkim okresem do tego, żeby jakoś zagłębić się bardzo, ale np. mieliśmy możliwość obejrzenia treningu jednej z kategorii wiekowych. Zawodnicy trenowali na sztucznym boisku. Warunki boiska treningowego, trybuny, oświetlenie itd. – to wszystko stało na wysokim poziomie. I to, na co zwróciłem największą uwagę, to fakt, że jest większy nacisk indywidualny na zawodników. Dzieci trenują w grupach np. dziesięcioosobowych.

W czasie Waszej wizyty Herculesa prowadził były trener Korony Kielce Jose Rojo Martin. Jak wspominasz „Pachetę”?
Wielki profesjonalista. Na tle ludzi, których poznałem w światku trenerskim, wyróżniał się profesjonalizmem. On był od A do Z ułożony, punktualny, przed czym nasz klubowy przyjaciel „Toni” niejednokrotnie nas przestrzegał. Trening czy sam przyjazd na trening, spotkania były poukładane bardzo idealnie. Mieliśmy taką historię, że na jednym treningu jeden z trenerów od przygotowania fizycznego zrobił zupełnie inną rzecz niż oczekiwał Pacheta. Trener Jose bardzo się zdenerwował, pomimo tego, że to był detal, mały akcent treningu, ale jednak na nim to się bardzo odbiło i bardzo emocjonalnie do tego podchodził. Perfekcja – on do tego zawsze dążył. Trochę mu zabrakło, żeby coś więcej osiągnąć, ale moim zdaniem za kilka lat to będzie top. Bardzo niedoceniany w Polsce i ogólnie. Jest trochę zapomniany w świecie trenerskim, ale mając przyjemność bycia na stażu w Koronie Kielce, wielu piłkarzy go bardzo miło wspominało, że wiele im dał, wiele nakładł do głowy, wiele dobrych nawyków. On bardzo dużo wymagał w Koronie, będąc trenerem, wielu rzeczy chyba nie spełnili i trochę czegoś tam zabrakło, większego zaufania do niego.

Wspomniałeś o „Tonim”. Co sądzisz o tłumaczu Pachety z Korony Kielce – Antonim Pilarzu?
Świetny facet. Powiem szczerze, charytatywnie wielokrotnie nam pomógł tu w klubie. Był przy drużynie, przy seniorach, pomógł nam wyjechać na staż do Herculesa Alicante, udało mu się także załatwić testy Czarkowi Osuchowi w Koronie Kielce. Potem pojechał z nami właśnie do Korony, zapoznał nas z trenerem Wilmanem – aktualnie asystentem Marcina Brosza. Świetny człowiek, człowiek orkiestra. Robił dla nas wszystko, co mógł, nie oczekując za to nic. Uważam, że trochę go brakuje dzisiaj. Z przyczyn osobistych, zawodowych nie ma go na co dzień w klubie i brak tego pozytywnego myślenia, pozytywnego nastawienia do wszystkiego, bo on czasem nas trenerów w klubie napędzał do lepszej pracy. Rozrywkowy, ale bardzo pozytywny. Tak naprawdę nie miał określonej funkcji, był w pewnym sensie doradcą dla prezesa, dla trenerów pierwszej drużyny czy też dla mnie jako koordynatora akademii. Niejednokrotnie z nim rozmawiałem, niejednokrotnie nas mobilizował, dawał wskazówki, które naprawdę dały nam wiele. Szczególnie mi, bo miałem z nim dużo kontaktu.

Na stażu był również z Wami Maciej Wesołowski. Razem z prezesem i Wesołowskim zakładaliście akademię.
Powiem szczerze, nierzadko poświęcaliśmy swój czas. Uważam, że naprawdę współpraca przez te cztery lata układała nam się bardzo dobrze. Brakuje go czasem. Pracuję z różnymi charakterami i to był trener, który miał specyficzny charakter, który myślę, że teraz przydałby się nam w akademii i w klubie. Później dołączył Mariusz Szewczyk. Z Mariuszem właśnie pracowaliśmy jeszcze na początku RKS-u Mirków. Moim zdaniem współpracuje nam się bardzo dobrze. Nie przypominam sobie jakiejś konfliktowej sytuacji z trenerem, zawsze mieliśmy na celu dobro akademii, dobro klubu.

Jak oceniasz to, co udało Wam się zrealizować przez te 4 lata?
Uważam, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Budując coś od zera, mimo tego, że mieliśmy bardzo silną konkurencję w postaci Kosy Konstancin, udało nam się zbudować fajną akademię, co jest, uważam, ogromnym sukcesem. Takim naszym wspólnym dzieckiem. Każdy z nas na początku ja, prezes i Maciej Wesołowski coś budowaliśmy na ogólnej pasji, po czym to się przerodziło w bardzo profesjonalną akademię piłkarską. Wiadomo, zawsze jest wiele pomysłów, które chciałoby się zrealizować, czasem ograniczają nas różne czynniki niezależne, na temat których nie warto się rozwodzić, ale na pewno mamy na celu, żeby akademia była jeszcze bardziej liczna i żebyśmy szkolili jak najlepszych zawodników z myślą o wprowadzaniu ich do drużyny seniorów. To jest nasz główny cel i mam nadzieję, że takim naszym pierwszym produktem będzie rocznik ‘99 i ci chłopcy za jakiś czas stworzą siłę naszej drużyny seniorów.

Rozmawiał Rafał Lipski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *