Kamil Biaduń, członek zarządu Klubu Sportowego Konstancin oraz trener naszego rocznika 2008, opowiedział w wywiadzie o swoich pierwszych wrażeniach w KS-ie, holenderskim systemie treningowym, który będziemy się starali wprowadzić i możliwym udziale w „Konstancińskim Kozaku”. Zapraszamy do lektury!

Dwa tygodnie temu poprowadziłeś pierwszy trening rocznika 2008. Co na tę chwilę mógłbyś powiedzieć o swoich zawodnikach?

Zdążyłem już trochę poznać chłopaków, na pewno nie w takim stopniu, w jakim bym chciał, ale pierwsze dwa tygodnie minęły, sporo czasu poświęciłem na rozmowy z nimi oraz oczywiście na ciężkie treningi, za nami już również jeden mecz ligowy. Uważam, że pod względem umiejętności zawodników z rocznika 2008 charakteryzuje spora rozbieżność, ale na tę chwilę jest kilku chłopaków, którzy bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli i posiadają naprawdę fajne umiejętności piłkarskie. Widać, że trenerzy, którzy pracowali tutaj wcześniej, również dawali z siebie wiele i nie zaniedbywali swojej pracy.

Jak oceniasz swój debiut ligowy jako szkoleniowiec rocznika 2008?

Ze względu na to, że był to pierwszy mecz, nie chciałbym tak szybko wyciągać wniosków, oczywiście kilka rzeczy widać na pierwszy rzut oka, generalnie jestem zadowolony, ale na pewno sporo pracy przed nami.

W SEMP-ie Ursynów prowadzisz rocznik 2007. Jakie dostrzegasz różnice pomiędzy obiema drużynami?

Na tę chwilę ciężko jest porównywać oba zespoły, z chłopakami z rocznika 2007 jestem od wielu lat, bardzo długo pracujemy ściśle określonym planem, taka długofalowa, dokładnie zaplanowana praca przynosi naprawdę ciekawe efekty. Powiem nieskromnie, że od 3 sezonów nie plasowaliśmy się niżej w tabeli I ligi jak drugie miejsce. Warto pamiętać oczywiście, że wyniki w tych kategoriach wiekowych absolutnie nie są najważniejsze, ale na pewno dają dodatkowego „kopniaka” do jeszcze cięższej pracy. W SEMP-ie mamy zdecydowanie większą liczbę zawodników, posiadamy możliwość rotowania nimi, mamy poselekcjonowanych graczy (w roczniku 2007 trzy grupy treningowe, w których jest po około 16-18 zawodników). Siłą rzeczy w SEMP-ie potencjał na tę chwilę jest większy, ale będziemy się starać, żeby w Klubie Sportowym Konstancin pewne rzeczy się ustabilizowały, bardzo zależy nam na poprawie jakości treningów oraz znacznym zwiększeniu liczebności grup treningowych.

Czy wprowadzacie już nowe metody treningowe?

Pracując z młodymi zawodnikami, stawiamy głównie na rozwój indywidualny. Bardzo ważne są dla nas umiejętności techniczne, czyli prowadzenie piłki, zwody, drybling, uderzenie czy przyjęcie. Pracujemy metodą szkoleniową, która wywodzi się z Holandii, jest to coerver coaching –  małe, intensywne gry, często na cztery małe bramki, czasem nawet więcej, sporo pojedynków jeden na jeden, nauczanie zwrotów, dryblingu. To metoda, na której moim zdaniem powinien opierać się system szkoleniowy, nasz model pracy. W SEMP-ie się to sprawdziło, ponieważ mamy bardzo ciekawe drużyny w najmłodszych kategoriach wiekowych. Odkąd pracujemy tą metodą, jesteśmy pozytywnie zaskoczeni, bo zawodnicy prezentują naprawdę duże umiejętności indywidualne. To, do czego chcieliśmy dążyć, zostało zrealizowane. Oczywiście staramy się na bieżąco wszystko ulepszać. Wszystko to już powoli wprowadzamy na treningach w KS Konstancin, mamy nadzieję, że efekty będą podobne.

Jakie są Twoje pierwsze wrażenia w KS-ie?

Przede wszystkim jestem pod wrażeniem infrastruktury, tak jak prezes powiedział w wywiadzie, potencjał jest ogromny. Można tu wdrożyć naprawdę wiele projektów, sama jakość boisk pozostawia jeszcze wiele do życzenia, natomiast myślę, że w niedalekiej przyszłości się to zmieni, ponieważ już zaczęliśmy współpracę z firmą, która zajmuje się pielęgnacją boisk piłkarskich, bardzo nam zależy na tym, żeby boiska na naszych obiektach były jak najlepszej jakości. Mało która akademia z Mazowsza jest w stanie poszczycić się dwoma naturalnymi boiskami, położonymi tuż obok siebie, to daje bardzo dużo możliwości.

Czy uda się tu stworzyć naprawdę fajną atmosferę?

Co prawda jestem tutaj od krótkiego czasu, ale widzę, że zarówno zawodnicy, jak i rodzice, z którymi często rozmawiam, są bardzo otwarci, przychodzą, pytają się. Wydaję mi się, że spodobały im się propozycje, które im zaoferowaliśmy. Należy natomiast pamiętać, że dobra atmosfera nie jest budowana z dnia na dzień, na to potrzeba czasu, ale jestem pełen nadziei, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i wszyscy będą zadowoleni. Mocno wierzę, że rodzice i zawodnicy nam zaufają, i zbudujemy tutaj naprawdę silną Akademię KS Konstancin.

Na koniec pytanie z gatunku tych bardziej humorystycznych. Czy byłbyś gotów wziąć udział w pierwszej konstancińskiej edycji „Turbokozaka”?

Myślę, że tak, ale musiałbym się chwilę przygotować. Grałem na poziomie IV ligi w MKS-ie Ryki, nie jest to jakiś wybitny poziom. Ostatnio moja kariera piłkarska krąży wokół szóstek i orlików, natomiast 15 kilogramów temu grało się całkiem nieźle, więc myślę, że w tym „Turbokozaku” mógłbym się sprawdzić. Poprzeczka zawsze była moją mocną stroną, nie mam też problemu z wkręceniem piłki z narożnika. Możemy spróbować.